11. Kiedy On przyjdzie?

O dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec. A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego” (Mt 24,36-39).

 

 

Wychowałem się w rodzinie, w której miałem dziewięcioro rodzeństwa. Nasz ojciec, górnik, przyjeżdżał do domu tylko raz na dwa tygodnie. Gdy wyjeżdżał, zostawiał listę rzeczy, które mieliśmy zrobić do jego powrotu. Choć obowiązki mieliśmy rozpisane na kolejne dni, nierzadko zostawialiśmy coś na ostatnią chwilę. Gdy nadchodził czas przyjazdu ojca, dzieliliśmy między siebie zadania i w kilka godzin wszystko było gotowe. Ojciec zawsze był pewien, że ma cudownie posłuszne dzieci. Ale niezupełnie było to prawdą.

Pewnego razu w kopalni doszło do wypadku, więc kierownictwo dało górnikom wolne, a ojciec przyjechał do domu wcześniej, niż się go spodziewaliśmy. Ku swemu zaskoczeniu odkrył smutną rzeczywistość. Jego dzieci nie były takie wspaniałe, jak sądził dotąd.

Mój ojciec był tylko człowiekiem. Nie potrafił czytać w naszych sercach. Ale Bóg to potrafi.

Wielu ludzi zastanawia się, dlaczego Jezus nie podał daty swego powtórnego przyjścia. Sądzę, że powodem jest natura człowieka. Gdybyśmy znali datę, zignorowalibyśmy Boże zalecenia dotyczącego tego, jak powinniśmy żyć. Potem na kilka godzin przed Jego przybyciem staralibyśmy się w pośpiechu przygotować się na to wydarzenie. Ale takie postępowanie byłoby niezgodne z intencją Pana. Dlatego Chrystus wplótł w swoje przyjście element zaskoczenia. Powiedział: „O dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec” (Mt 24,36).

Mówiąc o swoim powtórnym przyjściu, Jezus powiedział, że nastąpi ono podobnie jak potop w czasach Noego: „Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego” (Mt 24,37-39).

Nie ma nic złego w małżeństwie. Fakt, iż ludzie się pobierają, nie jest sam w sobie znakiem końca świata. Chodzi o to, że powtórne przyjście Jezusa dla wielu będzie zupełnym zaskoczeniem. Gdy nastąpi, wielu ludzi będzie żyło tak jak zawsze, bez Boga. Tylko nieliczni będą zwracali uwagę na znaki czasu. Tak było w czasach Noego — ludzie byli tak zajęci codziennym życiem, iż nie mieli czasu dla Boga. Gdy Noe zaczął mówić im, że świat taki, jaki znają, wkrótce się skończy w wodach potopu, nie wierzyli mu. Uznali, że oszalał, i drwili z niego.

Przesłanie Noego nie cieszyło się popularnością. Przyjęcie go oznaczało wystawienie się na szyderstwa i drwiny. Podobnie jest dzisiaj — przesłanie Biblii wydaje się dziwaczne ludziom nawykłym do postmodernistycznego sposobu myślenia. Niektórzy twierdzą, że przesłanie to nie ma sensu. Podobnie było w czasach apostoła Pawła: „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia” (1 Kor 1,18).

Noe głosił swoje przesłanie przez 120 lat. Na początku wielu przypuszczalnie uwierzyło jego kazaniu. Niektórzy pomagali nawet przy budowie arki. Inni łożyli środki i dawali materiały, by pomóc w spełnieniu misji zleconej Noemu. Jednak potop nie nastąpił tak szybko, jak się spodziewali.

Mijały lata. Nikt już nie wierzył, że potop nastąpi. Wreszcie jedynymi, którzy pozostali gotowi wejść do arki, był Noe i jego żona oraz ich trzej synowie i synowe. Ośmioro ludzi. Gdzie podziali się ci, którzy uwierzyli na początku? Zniechęcili się. Czas zgasił płomień gorliwości w ich sercach.

Potem nastał kolejny zwyczajny dzień — dzień jak co dzień — gdy nikt nie spodziewał się czegoś nadzwyczajnego.

A jednak coś dziwnego zaczęło się dziać. Wkrótce chmury pokryły całe niebo. Nagle na tle czarnych chmur zajaśniały błyskawice i rozległy się gromy.

Wtedy wszyscy przypomnieli sobie Noego, starego szaleńca, budowniczego arki. Wszyscy pobiegli na wzgórze, na którym zbudowany był statek. Chcieli wejść do środka, ale tydzień wcześniej Bóg zamknął drzwi arki tak, iż nikt nie mógł ich otworzyć. W Biblii czytamy: „Nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego” (Mt 24,39).

Czy zauważyłeś w tym wersecie nacisk na brak przygotowania ludzi? Przed potopem ludzie nie byli przygotowani na nadchodzący kataklizm, a gdy Jezus przyjdzie powtórnie, wielu będzie się znajdować w podobnym stanie braku gotowości.

Apostoł Piotr napisał, że przed powtórnym przyjściem Chrystusa historia się powtórzy: „W osta­tnich dniach szydercy (...), którzy będą postępowali według własnych żądz (...) będą mówili:

Gdzież jest obietnica Jego przyjścia? Odkąd bowiem ojcowie zasnęli, wszystko jednakowo trwa od początku świata” (2 P 3,3-4).

Wielu będzie wykpiwać wiarę w powtórne przyjście Jezusa. Twierdząc, że nic takiego nigdy się nie wydarzy, będą przekonani, że historia będzie się toczyć nieprzerwanie zwykłym torem. Zatem będą uważać za dziwaków i fanatyków tych, którzy przygotowują się na powtórne przyjście Chrystusa.

Apostoł Piotr usiłował wyjaśnić przyczynę pozornej zwłoki, którą wielu może odczuwać jako argument przeciwko nauce o powtórnym przyjściu Pana: „Niech zaś dla was, umiłowani, nie będzie tajne to jedno, że jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy — jak niektórzy są przekonani, że Pan zwleka — ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich [chce] doprowadzić do nawrócenia” (2 P 3,8-9).

Szczególnie dwie myśli wysuwają się na czoło w tych słowach apostoła Piotra. Po pierwsze, krótkotrwałość ludzkiego życia. Jak długo żyją dzisiaj ludzie? Niedawno zmarł w Japonii mężczyzna w wieku 113 lat1. Ale co to jest w porównaniu z wiecznością? Dlatego przyjście Jezusa nie opóźnia się. Ludzie żyją zaledwie chwilę w porównaniu z wiecznością, którą chce nam podarować Zbawiciel.

Druga myśl dotyczy Bożego miłosierdzia. Pan miłuje ludzi. Gdyby to zależało tylko od miłości Jezusa, wszyscy byliby zbawieni, ale przyjęcie zbawienia wymaga osobistej decyzji człowieka. Nikt nie może zdecydować za niego. Bóg stworzył ludzi jako wolne istoty mające poczucie moralnych zobowiązań. Jednak Zbawiciel zachęca nas do dokonania właściwego wyboru. Dał nam Pismo Święte, by wyraźnie uświadomić nam, przed jakim wyborem stoimy, ale wybór należy wyłącznie do nas samych.

Fakt, iż Bóg miłuje ludzkość i jest cierpliwy, nie oznacza, że Jezus nie przyjdzie powtórnie albo że czas łaski będzie trwał w nieskończoność. Piotr napisał: „Dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną” (2 P 3,10 Biblia warszawska). Oto znowu podkreślony został element zaskoczenia. Złodzieje nie dają nam znać, że zamierzają się włamać do naszego domu. Możemy zauważyć, że czają się na zewnątrz, ale nie możemy być pewni, kiedy spróbują wtargnąć do środka. Piotr porównuje zaskoczenie związane z powtórnym przyjściem Jezusa do zaskoczenia, jakie towarzyszy poczynaniom włamywaczy. Jedynym istotnym elementem tego porównania jest właśnie poczucie zaskoczenia.

Chrystus pragnie, by chrześcijanie byli zawsze gotowi na Jego powtórne przyjście. Dlatego powiedział: „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie spadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym” (Łk 21,34-36).

Jakiś czas temu rozmawiałem z kimś, kto nic nie wiedział o Biblii. Gdy lecieliśmy razem samolotem, rozmowa zeszła na tematy duchowe. Podzieliliśmy się swoimi poglądami na życie. Powiedziałem owemu mężczyźnie, że wierzę w powtórne przyjście Chrystusa i Jego wieczne królestwo.

Ja wolę żyć teraźniejszością — odpowiedział. — Niebo jest zbyt abstrakcyjne i odległe w czasie. Nawet nie wiem, czy dożyję tego dnia.

Typowy człowiek naszych czasów myśli tylko o tym, co tu i teraz. Mój towarzysz podróży uważał, że nie warto myśleć o niebie, podczas gdy tyle ciekawych rzeczy dzieje się teraz na ziemi.

Życie jest krótkie — powiedział mi, gdy kończyliśmy rozmowę. — Nie możemy go tracić na utopijne marzenia. Musimy być realistami.

Musimy być realistami? Skoro tak, to pozwól, że zaczerpnę porównanie od innego pisarza i powiem, co to znaczy być realistą. Przypuśćmy, że będziemy żyć po sto lat i dojdziemy do końca naszych dni. Potem odkryjemy, że człowiek, który rozmawiał ze mną tamtego dnia w samolocie, miał rację: Niebo nie istnieje, a powtórne przyjście Chrystusa jest utopijnym marzeniem. Nie ma życia wiecznego. Nie ma nic. Co stracę, jeśli nie istnieje nic prócz tego doczesnego życia? Nic! Nie stracę absolutnie nic. Ale przypuśćmy, że przy końcu naszych dni odkryjemy, że Biblia ma rację. Niebo istnieje, życie wieczne jest realne, a Jezus przyjdzie powtórnie, by zabrać ze sobą tych, którzy są gotowi. Wtedy mój towarzysz z samolotu straci wszystko. To proste, a jednocześnie bardzo realne i prawdziwe.

Nadchodzi dzień, gdy ludzie się obudzą jak zwykle, by podjąć swoje codzienne czynności i obowiązki. Kluby i centra rozrywki będą wypełnione. Ludzie będą czynić dobro i zło, pędzić jak zwykle ku spełnieniu swoich pragnień i marzeń. Nic nie będzie wskazywało, że dzieje się coś dziwnego. Jak za dni Noego.

Nagle na niebie pojawi się mały obłok. Będzie rósł z minuty na minutę. Wtem ziemia zadrży w posadach. Jan tak opisał tę scenę: „I ujrzałem: gdy otworzył pieczęć szóstą, nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi i słońce stało się czarne jak włosienny wór, a cały księżyc stał się jak krew. I gwiazdy spadły z nieba na ziemię, podobnie jak figowiec wstrząsany silnym wiatrem zrzuca na ziemię niedojrzałe owoce. Niebo zostało usunięte jak księga, którą się zwija, a wszelka góra i wyspa z miejsc swych poruszone. A królowie ziemscy, wielmoże i wodzowie, bogacze i możni, i każdy niewolnik oraz wolny ukryli się w jaskiniach i górskich skałach. I mówią do gór i do skał:

Spadnijcie na nas i zakryjcie nas przed obliczem Zasiadającego na tronie i przed gniewem Baranka, bo nadszedł Wielki Dzień Jego gniewu, a któż zdoła się ostać?” (Ap 6,12-17).

Gdy niektórzy będą próbowali uciekać w przerażeniu, ci, który wierzyli w powtórne przyjście Chrystusa i przygotowali się na ten dzień, podniosą ramiona w górę i zawołają:

— „Oto nasz Bóg, Ten, któremu zaufaliśmy, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność; cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia!” (Iz 25,9).

Pewnego mroźnego poranka 1942 roku w obozie koncentracyjnym młody mężczyzna zza ogrodzenia z drutu kolczastego ujrzał dziewczynę, która wydała mu się niezwykle piękna. Dziewczyna zauważyła go i serce zabiło jej żywiej. Chcąc wyrazić, co czuje, rzuciła mu przez ogrodzenie czerwone jabłko. To jabłko stało się dla niego symbolem życia, nadziei i miłości. Gdy podniósł je, promień słońca rozświetlił jego ciemny świat. Anielska twarz i nieśmiały uśmiech młodej kobiety na zawsze pozostały w jego pamięci.

Następnego dnia marzył o tym, żeby znowu ją zobaczyć. Gdy podszedł do ogrodzenia, ku swemu szczęściu ujrzał ją. Czekała na niego z następnym czerwonym jabłkiem w dłoni.

Było bardzo zimno. Lodowaty wiatr gwizdał
w kolczastych drutach ogrodzenia. Jednak mimo to dwa serca płonęły miłością, a czerwone jabłko przemknęło nad ogrodzeniem z rąk do rąk. Całe spotkanie trwało ledwie jedną chwilę, ale powtarzało się dzień po dniu.

Pewnego dnia mężczyzna zjawił się wyraźnie przygnębiony.

Nie przynoś mi więcej jabłek — rzekł dziewczynie. — Jutro już mnie tu nie będzie. Przenoszą nas do innego obozu.

Tego popołudnia opuszczał obóz w bydlęcym wagonie ze złamanym sercem. Wiedział jednak, że pamięć tej niezwykłej dziewczyny będzie go podtrzymywać na duchu. Jej oczy, uśmiech, kilka słów, czerwone jabłko... Dla niego była ona promie­niem radości pośród nieskończonego oceanu smutku, cierpienia i śmierci. Jego bliscy co do jednego zginęli, gdy wrogowie najechali jego kraj. On sam ledwie uszedł z życiem, a potem znalazł się w miejscu, z którego nikt nie wychodził żywy. Jednak w tej najczarniejszej godzinie dziewczyna o nieśmiałym uśmiechu przyniosła mu pocieszenie, odwagę i nadzieję.

Minęły lata. Pewnego dnia dwoje dorosłych ludzi spotkało się przypadkiem w restauracji w Stanach Zjednoczonych i zaczęło rozmawiać o swojej przeszłości.

Gdzie byłeś w czasie wojny? — zapytała kobieta.

W obozie koncentracyjnym w Niemczech — odpowiedział mężczyzna.

Kiedyś przechodziłam w pobliżu obozu i zobaczyłam chłopaka stojącego przy ogrodzeniu i patrzącego na mnie. Podeszłam i rzuciłam mu jabłko...

Z sercem ściśniętym ze wzruszenia mężczyzna wyjąkał:

A czy ów mężczyzna powiedział ci któregoś dnia, żebyś więcej nie przynosiła mu jabłek, bo przenoszą go do innego obozu?

Tak! Ale skąd ty o tym wiesz?

Patrząc jej w oczy, jakby zobaczył gwiazdy spadające z nieba, powiedział:

To ja byłem tym młodzieńcem.

Zapanowało milczenie. Tyle wspomnień, tyle tęsknoty, tyle radości ze spotkania. Słowa więzły mu w gardle, gdy próbował mówić dalej:

Tamtego dnia... zabrali mnie... od ciebie,... ale w głębi serca... tęskniłem, marzyłem,... że cię spotkam jeszcze... Czy zostaniesz moją żoną?

Klęczał u jej stóp i obejmował ją, a ona powtarzała mu szeptem do ucha:

Tak, tak, tak... Po stokroć tak2.

Świat jest jak pole dojrzałe do żniwa. Chrystus przyjdzie powtórnie, by położyć kres długim i smutnym dziejom grzechu. On przychodzi, by zabrać cię do domu — powiedzieć ci, że nigdy nie stracił nadziei na spotkanie z tobą i twoje wieczne życie w Jego domu. Jest miejsce dla ciebie w raju, a bez ciebie niebo nie będzie takie, jakie może być dzięki tobie. Jesteś jedną z istot najdroższych Jezusowi w całym Bożym wszechświecie. Ze swoimi radościami i smutkami, zmaganiami i problemami, zaletami i błędami — jesteś bardzo ważny dla Zbawiciela. Jesteś dla Niego tak cenny, iż oddał za ciebie życie na Golgocie, a teraz powraca, by zabrać cię do domu Ojca.

Czy jesteś gotowy? Wybór należy do ciebie.



1 Zob. Kaku Yamanaka, Japan’s Oldest Person, Dies of Old Age; She Was 113, w: http://www.newsmeat.com/news/meat.php?articleId=17590794&channelId=2951&buyerId=newsmeatcom&buid=3281.

2 W Dniu Zakochanych, 14 lutego 1996 roku, mężczyzna ten powiedział swojej żonie w programie telewizyjnym pt. Oprah Winfrey Show: „Karmiłaś mnie w obozie. Dałaś mi nadzieję na lata. Teraz nadal jestem głodny — zawsze złakniony twojej miłości”.